Zakażenie szpitalne

Zakażenie szpitalne

Generalnie wśród ludzi panuje przeświadczenie, że jak dzieje się coś złego, to zawsze trzeba wskazać winnego. Znalezienie winnego pozwala na pociągnięcie go do odpowiedzialności. Co jednak, kiedy szukanie takiej osoby jest utrudnione lub niemożliwe? Przed takim problemem stanęła Zuza, młoda dziewczyna z Małopolski, której życie zamieniło się w koszmar po jednej z wizyt w szpitalu.

Zuza uległa wypadkowi na nartach, podczas którego uszkodziła sobie kolano. Lekarz ortopeda, doświadczony chirurg, informuje ją, że potrzebna jest operacja. Ale bez obaw, to standardowy zabieg przy tego typu kontuzjach – słyszy Zuza – zoperujemy i po kłopocie, następnej zimy wróci pani na stok. Skoro to taka „formalność”, Zuza zgadza się na zabieg. Trzy godziny na stole operacyjnym, kilka dni obserwacji, wszystko jest ok, Zuza zostaje wypisana do domu.

Problemy pojawiają się kilka tygodni po operacji. Badania kontrolne budzą wątpliwości lekarzy, zostają wykonane dodatkowe testy. Co może być nie tak? – myśli Zuza. Nie ma wątpliwości, kiedy przychodzą wyniki. Zuza ma żółtaczkę typu B. Jak to się mogło stać?! Okazuje się, że Zuza została zakażona tym wirusem najprawdopodobniej podczas operacji kolana, poprzez użycie niesterylnych narzędzi. „Zdarza się” – to jedyne, co słyszy Zuza od dyrektora szpitala. Co teraz? – zastanawia się dziewczyna – co ludzie powiedzą, jak to możliwe, co z leczeniem, kto zawinił i kto za to zapłaci?

Wbrew pozorom nie tylko Zuza zadaje sobie takie pytania. Problem zakażeń szpitalnych zdarza się bowiem w Polsce dość często. Ludzie, którzy zostali w ten sposób poszkodowani zazwyczaj mają mętlik w głowie, nie wiedzą co robić. Zatem jak zadbać o swoje prawa?

By dochodzić swoich praw należy wskazać winnego. Zwykle, ale nie zawsze. Są bowiem wyjątki. Praktyka wyróżnia bowiem coś takiego jak wina organizacyjna. Polega ona na wykazania wadliwej organizacji, nieprawidłowości w funkcjonowaniu jednostki leczniczej – w przypadku Zuzy tą jednostką będzie szpital, gdzie była operowana. Zatem nie musi ona ustalać w jaki sposób doszło do zakażenia, czy odpowiada za to jedna czy kilka osób, ani tego czy doszło do tego podczas zabiegu czy pooperacyjnej hospitalizacji. Najważniejsze jest to, że Zuza została zakażona żółtaczką typu B w placówce.

Fakt zakażenia pacjenta chorobą zakaźną w szpitalu uchybia powszechnie przyjętym standardom dotyczących warunków sanitarnych. W przypadku osób poddawanych operacjom ten standard powinien być jeszcze wyższy, ze względu na zwiększone ryzyko infekcji. Zatem Zuza ma szczęście w nieszczęściu. Nie musi wykazywać, jak została zarażona, ani kto nie dopełnił obowiązków – wystarczy, że uprawdopodobni fakt, że została zarażona w okresie hospitalizacji. W praktyce sądowej przyjmuje się bowiem, że w przypadku zakażeń szpitalnych wykazanie znaczonego prawdopodobieństwa zdarzenia w szpitalu pozwala przyjąć, że poszkodowany spełnił obowiązek dowodowy – wskazanie konkretnego momentu zakażenia jest bowiem niemożliwe. Taka interpretacja to znaczne ułatwienie dla poszkodowanych.

Zuza miała szczęście – jak się okazało w tym szpitalu nieraz dochodziło do podobnych sytuacji, zatem w sądzie sprawa będzie prostsza, przynajmniej dowodowo. Czego zatem domagać się od szpitala? Na pewno odszkodowania, które pozwoli opłacić leczenie zakażenia oraz zrekompensuje wszelkie związane z tym wydatki. Oprócz tego pozostają jeszcze naruszone dobra osobiste pacjentki – stres, niepewność, negatywne przeżycia psychiczne oraz naznaczenie społeczne w wyniku tej choroby uzasadniają roszczenie o zadośćuczynienie za doznaną krzywdę. Rekompensaty wymaga na pewno naruszone zaufanie to służby zdrowia.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *